Co by było, gdyby Bridget Jones miała czterdzieści kilka lat, dorosłe dzieci, kilka życiowych zakrętów za sobą i… była psycholożką?
Prawdopodobnie pisałaby właśnie taki dziennik.
Można godzinami rozmawiać z pacjentami o samoakceptacji, granicach i zdrowych relacjach, a potem bezlitośnie oceniać swoje odbicie w lustrze. Można wiedzieć, że nie powinno się uzależniać własnej wartości od czyjegoś zainteresowania, a mimo to sprawdzać wiadomości w telefonie po raz siedemnasty. Można też mieć czterdzieści siedem lat i czasem zachowywać się jak dziewczyna, która dopiero uczy się życia.
Ta książka jest zapisem takich momentów.
Jest w niej dużo psychologii, ale jeszcze więcej życia. Są randki, samotność, związki, rozstania, kompleksy, menopauza, potrzeba bliskości i nieustająca próba pogodzenia tego, co wiemy, z tym, co naprawdę robimy.
Mam coraz mniej ochoty przejmować się tym, co wypada, czego nie wypada i co ktoś sobie o mnie pomyśli. Chcę mówić głośno o seksie, śmiać się z własnych zmarszczek, zakochiwać się, popełniać błędy i nie przepraszać za to, że nadal mam apetyt na życie.
W tym dzienniku odsłaniam codzienność, w której wiedza psychologiczna spotyka się z emocjami, a rozsądek nie zawsze ma ostatnie słowo.
Dojrzałość wcale nie musi oznaczać, że przestajemy być dziewczynami. Przeciwnie – może być czasem, kiedy wreszcie zaczynamy być sobą.
Żyj. Baw się. Kochaj. Nawet jeśli nie wszystko idzie zgodnie z planem. A właściwie – szczególnie wtedy.