✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Bo miłość tak po prostu nie zmienia adresata. Jej była jak napisany, ale nigdy niewysłany list. Ciągle trzymała go w szufladzie swojego serca i wiedziała, że nigdy nie będzie w stanie go wyrzucić.
"Edward nie raz wracał momentami do tamtej chwili sprzed roku. Stał wtedy obok niej, szykując się na zajęcia w szkole muzycznej. A potem zadzwonił Kuba, a oni przestali oddychać. Zapomnieli, jak się zakłada buty, że trzeba wyjść przez drzwi, aby znaleźć się na zewnątrz, że trzeba jeść, żeby móc ruszać nogami. Zawieszeni. Tacy byli, może nadal tacy są."
- Oli, to jest ten moment, kiedy przepraszamy i udajemy, że zostawiliśmy żelazko na gazie.
- Żelazko na gazie? Edi, czemu ktoś miałby kłaść żelazko na gaz? - zapytał Oliwier, a reszta się roześmiała.
- W sensie, że zmywany się stąd, zostawiając tych dwóch, żeby robili rzeczy, których nie da się już odzobaczyć.
Nie pasował do świata zewnętrznego, był jak niepotrzebny puzzel w układance. Miał nierówne brzegi i inny kształt, nie mieścił się pomiędzy innymi klockami.
Po tym jak czwórka przyjaciół wystąpiła w popularnym programie telewizyjnym ich życie znalazło się w punkcie w którym muzyka będąca dotąd wspólną pasją może stać się czymś więcej, a oni sami mogą pokazać się światu- pytanie tylko czy są na to gotowi pod wieloma względami- przede wszystkim emocjonalnie i psychicznie. Podpisanie kontraktu ze znaną wytwórnią fotograficzną ma swoją cenę, a przecież ich osobiste problemy, rozterki i uczucia nie zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Dlatego propozycja babci Ediego , by Zawieszeni wyjechali na Mazury wydaje się cudem i idealną okazją do przemyślenia własnych wyborów I pragnień.
Sekrety jednak nadal są pomiędzy nimi, mimo całej miłości, czułości i zaufania i tylko czekają na swój moment, by ujrzeć światło dzienne i zmienić ich mały wspólny świat.
Pisząc tę recenzję nie mogę się zdecydować o czym najpierw opowiedzieć i zrobić to bez zdradzania szczegółów.
Oli i Kuba - o matko panowie nareszcie zaczynają rozumieć, że iskry , które czują w obecności tego drugiego są czymś więcej niż przyjaźnią, a co więcej coraz śmielej okazują sobie zainteresowanie i przyznam, że obserwowanie Oliwiera w wersji pewnej siebie, a nawet nieco pyskatej było po prostu.. boskie. Uśmiechałam się za każdym razem, gdy Edward zdołał wtrącić w te interakcje aluzje zmieniające się we flirt.
A Dolores używająca słowa zaje.. scie po prostu mnie rozbroiła.
Ale to ,że momentami było zabawnie, lekko i drapieżnie nie znaczy, że to była lekka książka.
Przede wszystkim Nina skupiła się na relacjach i psychice swoich bohaterów pokazując,że poza tym,że są rodziną z wyboru są również oddzielnymi samodzielnymi jednostkami.
Najbardziej uderzył mnie wątek Emilii i to jak bardzo jej poza pełna sarkazmu , autoironii różni się od wrażliwości i kruchości ukrytej w duszy i umyśle.
No i Miki - chłopak, który był niczym geiazda - wyjątkowy, lecz jego światło zgasło zbyt szybko.
I chyba właśnie to jest siłą tej historii – Nina nie pozwala nam patrzeć na swoich bohaterów wyłącznie przez pryzmat tego, co widać na zewnątrz. Każdy z nich niesie coś swojego. Jakąś bliznę, lęk, niewypowiedziane pragnienie albo decyzję, której konsekwencje dopiero zaczynają ich doganiać.
I choć cała czwórka jest ze sobą niezwykle blisko, w „Uwerturze” bardzo mocno wybrzmiewa to, że miłość, przyjaźń i bycie rodziną z wyboru nie oznaczają, że możemy przeżyć życie za drugą osobę. Czasami możemy jedynie być obok. Przytulić. Poczekać. A czasami pozwolić komuś odejść o krok dalej, nawet jeśli sami chcielibyśmy go przed czymś ochronić.
Mazury są tutaj czymś więcej niż tylko miejscem, do którego bohaterowie wyjeżdżają. To przestrzeń, w której mogą na chwilę odciąć się od świata, od kamer, kontraktu, oczekiwań i wszystkiego, co zaczyna na nich ciążyć. Tyle tylko, że od własnych emocji nie da się uciec. I właśnie dlatego ten wyjazd staje się tak ważny.
Bo „Uwertura” jest trochę jak moment tuż przed rozpoczęciem kolejnego utworu. Jeszcze nie wiemy, co za chwilę usłyszymy, ale czujemy, że będzie intensywnie. Że coś się wydarzy. Że pewne nuty zabrzmią zupełnie inaczej niż wcześniej.
I chyba właśnie dlatego tak trudno było mi odłożyć tę książkę.
Uwielbiam to, że w tej serii muzyka nigdy nie jest tylko tłem. Jest częścią bohaterów, ich językiem, sposobem wyrażania emocji i czymś, co ich połączyło. A teraz, kiedy pojawia się szansa, by ich muzyka naprawdę dotarła do większej liczby osób, razem z marzeniami pojawia się również cena, którą trzeba będzie za nie zapłacić.
Czy można spełnić marzenia i jednocześnie nie zgubić siebie?
Co zrobiła Joanna i do czego jeszcze jest zdolna?
Czy można kochać kogoś tak mocno, żeby nie próbować decydować za niego?
I czy rodzina z wyboru przetrwa wtedy, kiedy na jaw wyjdą wszystkie sekrety?
Autorka nie podaje odpowiedzi, pozwala Kubie, Oliemu i pozostałym pisać wlasną historię.
I jestem ogromnie ciekawa co wydarzy się dalej.
Kocham tych ludzi tak jakbym ich znała, a moje serce wciąż ich wspiera i chcę usłyszeć całość tego cuda.