✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Chciałoby się zapytać autora: CO TY ODSTAWIASZ?! Człowiek kojarzy go z „Chłopami”, a tymczasem zaprasza nas na seans spirytystyczny i jeszcze podsuwa kobietę, przy której rozsądek powinien natychmiast wezwać posiłki. 😂🖤 „Wampir” to świetny powód, żeby odkurzyć swoje wyobrażenie o klasyce. Bo jeśli na hasło „Reymont” widzicie wyłącznie szkolną ławkę i pytanie o obraz społeczeństwa, tutaj czeka na was mglisty Londyn, okultyzm, niepokojąca fascynacja i bohater, któremu przydałby się ktoś mówiący: „Zenon, może jednak przemyśl swoje wybory?”. Najlepiej regularnie. Co kilka stron. Wydana w 1911 roku powieść pokazuje zupełnie inną stronę autora. Reymont zabiera nas w świat, w którym ludzie szukają kontaktu z tym, co niewytłumaczalne, a granica między rzeczywistością, wizją i podszeptami własnej wyobraźni robi się podejrzanie cienka. Atmosfera jest duszna, tajemnicza i chwilami tak niespokojna, że nawet zwyczajne spotkanie trudno uznać za niewinne. Londyn doskonale pasuje do tej historii. Mgła, mrok, poczucie zagubienia… Idealne warunki, żeby stracić orientację zarówno na ulicy, jak i we własnym życiu.
Poznajemy Zenona, polskiego pisarza mieszkającego w Londynie, zwanego także Mr. Zenem. Jest związany z Betsy, która darzy go uczuciem i daje mu szansę na bliskość oraz spokojniejszą przyszłość. W jego otoczeniu znajduje się również Joe, brat dziewczyny, zainteresowany duchowością i niezwykłymi możliwościami człowieka. Podczas seansu spirytystycznego pojawia się Daisy. Tajemnicza przyciągająca uwagę, otoczona aurą czegoś, czego lepiej byłoby nie lekceważyć. Zenon oczywiście lekceważy możliwość zachowania bezpiecznego dystansu. Z czasem do jego życia wraca też Ada, dawna miłość, więc oprócz zagadek nadprzyrodzonych dostajemy niezły emocjonalny supeł. Każda z tych kobiet wiąże się z innymi pragnieniami bohatera, a on coraz gorzej radzi sobie z ustaleniem, czego właściwie chce.
Daisy zdecydowanie nie jest osobą, przy której myśli się: „O, z nią będzie spokojnie i przewidywalnie”. Jej obecność fascynuje Zenona, pobudza go i niepokoi. Bohater początkowo podchodzi do niezwykłych zjawisk z dystansem, ale ten dystans okazuje się wyjątkowo kiepską ochroną. Wchodzi coraz głębiej w środowisko spirytystów i okultystów, a przy okazji zaczyna tracić pewność, czy może ufać własnym doświadczeniom. Co rzeczywiście się wydarzyło? Co zobaczył? Co sobie dopowiedział? Czy odkrywa tajemnicę świata, czy wpada w pułapkę własnej fascynacji? Reymont zostawia nas z tymi pytaniami i każe uważnie przyglądać się bohaterowi. A Zenon regularnie dostarcza materiału do dyskusji. Oj, dostarcza.
Najciekawsze jest dla mnie to, jak stopniowo ta fascynacja zaczyna zajmować miejsce wszystkiego innego. Zenon pragnie wyjątkowych doświadczeń, czegoś, co wyrwie go ze zwyczajności. Można go zrozumieć. Trudniej spokojnie patrzeć, jak coraz mniej uwagi poświęca ludziom, wobec których ma zobowiązania. Betsy staje się szczególnie ważna, gdy spojrzymy na koszt jego poszukiwań. Bo pięknie brzmi opowieść o człowieku spragnionym niezwykłości, dopóki nie zauważymy kogoś obok, kto płaci za tę niezwykłość własnym cierpieniem. Badacze zwracają uwagę, że właśnie zachowanie Zenona wobec narzeczonej pozwala dostrzec w nim cechy tytułowego wampira. Korzysta z jej oddania, a jednocześnie ją krzywdzi. I nagle pytanie o to, kto tutaj kogo wyniszcza, staje się znacznie ciekawsze.
Co możemy wyciągnąć z tej książki dzisiaj? Chociażby przypomnienie, że silne przyciąganie nie jest certyfikatem dobrej relacji. Człowiek może nas fascynować, zajmować wszystkie myśli i wywoływać emocje godne finału serialu, a mimo to nie służyć nam ani trochę. W moim odczytaniu „Wampir” świetnie nadaje się do zastanowienia nad granicami: ile oddaję komuś uwagi, ile własnej samodzielności i kiedy zaczynam usprawiedliwiać rzeczy, których wcześniej bym nie zaakceptowała? Daisy uruchamia literacką ciekawość, ale w życiu, przy takiej aurze tajemnicy, miałabym ochotę poprosić o trochę konkretów. Najlepiej zanim moje poczucie bezpieczeństwa spakuje walizkę. 😂
Aby lepiej zrozumieć tę historię, warto zajrzeć do czasów, w których powstała. Przełom XIX i XX wieku przyniósł zainteresowanie spirytyzmem, okultyzmem i poszukiwaniem odpowiedzi poza znanymi sposobami tłumaczenia świata. Rozwój cywilizacji nie usuwał duchowego niepokoju. Ludzie nadal pytali o sens życia, naturę człowieka i to, co może istnieć poza granicami poznania. Adam Mazurkiewicz wskazuje, że „Wampir” oddaje ideowe oraz religijne napięcia epoki. Dzięki temu powieść staje się również okazją do podejrzenia dawnych lęków i fascynacji. Aż chciałoby się powiedzieć, że przodkowie też mieli swoje poszukiwania wyjątkowych doznań, tylko zamiast klikać, siadali do seansu.
Dzisiejsze skojarzenia zostawiam już własnej interpretacji, ale trudno mi ich uniknąć. Nadal szukamy ludzi, którzy obiecają nam dostęp do niezwykłej wiedzy, poczucie wyjątkowości albo odpowiedź na wszystkie problemy. „Wampir” skłania mnie do pytania, kiedy otwartość na nowe doświadczenia pomaga, a kiedy zamienia się w zgodę na cudzą władzę nad naszym myśleniem. Zenon przypomina, że można być inteligentnym, dużo rozważać i nadal spektakularnie przeoczyć coś ważnego. Rozsądek też potrzebuje uwagi. Sam fakt, że go posiadamy, nie oznacza jeszcze, że dopuszczamy go do głosu.
Młode pokolenie zachęcałabym przede wszystkim atmosferą, tajemnicą i możliwością podważania wyborów bohatera. Lubicie gotyckie klimaty, niepokojące relacje, psychologiczną grozę i historie, w których trudno zaufać temu, co się widzi? „Wampir” ma wam coś do zaoferowania. Uczciwie trzeba jednak powiedzieć, że jego język, rozbudowane opisy i podniosły ton wymagają przyzwyczajenia. Dajcie sobie chwilę na wejście w ten rytm. Warto czytać go także dla pytań, które podsuwa: dlaczego Zenona tak przyciąga Daisy, co daje mu poczucie wyjątkowości i czego nie chce zauważyć? Przy takich tematach nawet rozmowa o klasyce może stać się całkiem gorąca.
Po „Wampira” warto sięgnąć z ciekawości, co Reymont zrobił z ludzkim pragnieniem przekroczenia zwyczajności. Znajdziecie tu zagubienie, pokusę, emocjonalne zależności i pytania o cenę własnych wyborów. Nie trzeba polubić Zenona, żeby ta historia miała znaczenie. Można przewracać oczami na jego decyzje, spierać się z nim w myślach i jednocześnie coraz lepiej rozumieć, dlaczego człowiek czasem biegnie prosto w coś, co powinno go zatrzymać. Mglisty Londyn czeka, Daisy już przyciąga uwagę, a rozsądek próbuje przebić się przez całe to zamieszanie. Ja radzę dać mu dojść do słowa. Zenon mógłby na tym sporo zyskać. 🖤📖.