✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Była burzą, choć nie zdawała sobie z tego sprawy.
Była żywiołem, lecz największy huragan szalał w jej sercu.
Jątrząca się zazdrość może sprawić, że nawet najsilniejsze więzy przerodzą się w zaciekłą waśń.
Jak mam przezwyciężyć strach?
- Zmierz się z tym, co sprawia, że się boisz.
Strach oznacza tylko to, że masz coś do stracenia.
Słowa są warte jedynie tyle, ile czyny, które za nimi stoją.
Często mówi się ,że na chwilę przed śmiercią człowiek analizuje swoje życie i to co wydarzyło się w przeszłości.
Rhya Fleetwood wspomina Gwiezdny Las i niewielki domek Eliego - uzdrowiciela z Seahaeven , który ją wychował, tuż przed tym jak ma zostać stracona - tylko za to,że przyszła na świat jako półelfka.
Tym jednak co wyróżnia tę dziewczynę spośród innych oczywiście z wyjątkiem spiczastych uszu jest znak na piersi - czarne znamię w kształcie trójkąta.
Nieoczekiwanie w sukurs więźniarce przychodzi tajemniczy wojownik - kapitan Scythe.
Mężczyzna niewiele o sobie mówi, nie pokazuje swojej twarzy ,ani też nie zdradza swoich zamiarów.
Mimo ,że jest szorstki wobec swej współtowarzyszki , zdaje się o nią troszczyć.
W miarę rozwoju wydarzeń poznajemy prawdziwą tożsamość wojownika strasznego niczym samo piekło i.. przepadłam.
Bohater ma wszystko to co kocham- trudną przeszłość, mnóstwo sekretów i serce , które boi się miłości.
Przepadłam, w zaledwie chwilę, lecz wtedy na scenę wkracza Soren.. Mężczyzna tak różny od Scythe'a jak to tylko możliwe, a jednak połączony z nim maegią.
Ciężko jest mi opisać tę historię i same Relikty - jak nazywa się osoby obdarzone niezwykłymi mocami , bez zdradzania zbyt wielu szczegółów, ale jestem ZACHWYCONA światem fae wykreowanym przez Julie Johnson.
To historia pełna magii, sekretów i wyborów, które mają swoją cenę – często znacznie wyższą, niż bohaterowie są gotowi zapłacić.
Autorka prowadzi nas przez opowieść, w której nic nie jest oczywiste, a każda kolejna strona odkrywa nowe warstwy tej historii. Relacje między bohaterami są skomplikowane, pełne napięcia i niedopowiedzeń, a emocje wręcz wylewają się z kart tej książki. I właśnie to kocham najbardziej – tę niepewność, to balansowanie na granicy dobra i zła, uczucia i obowiązku.
Rhya to bohaterka, która mimo strachu nie przestaje iść naprzód. Jest silna, choć sama w to nie wierzy, i to czyni ją jeszcze bardziej prawdziwą. Jej droga to nie tylko walka o przetrwanie, ale też o własną tożsamość i miejsce w świecie, który od początku ją odrzucił.
A wątek romantyczny… absolutnie mnie kupił. To nie jest łatwa, słodka historia miłosna. To coś znacznie bardziej surowego, bolesnego i prawdziwego. Pełnego napięcia, niedopowiedzeń i wyborów, które łamią serce. I ten trójkąt emocji między Rhya, Scythe’em i Sorenem… ja to po prostu czuję całą sobą.
„Tkająca wiatr” to książka, która wciąga od pierwszych stron i nie pozwala o sobie zapomnieć. To opowieść o strachu, który można przekuć w siłę, o miłości, która nie zawsze jest wybawieniem, i o przeznaczeniu, przed którym nie da się uciec.
I powiem tylko jedno — ja przepadłam. I potrzebuję więcej.