✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
„Każdy z nas potrzebuje czasem miejsca, w którym nie będzie musiał udawać, że wszystko jest w porządku.”
Nie wiem, czy można zakochać się w miejscu, które istnieje tylko na kartach książki... ale jeśli tak, to ja właśnie zakochałam się w Wierzbówce po raz drugi.
Są serie, które czyta się z przyjemnością, i są takie, do których wraca się z poczuciem, jakby wracało się do domu. „Tam, gdzie kwitną stokrotki” Aleksandry Rak dało mi właśnie takie uczucie. Od pierwszych stron miałam wrażenie, że znów odwiedzam ludzi, za którymi zdążyłam zatęsknić.
Zacisze po remoncie otwiera swoje drzwi dla kobiet zmęczonych życiem. Dla tych, które niosą na barkach zbyt wiele bólu, rozczarowań i niewypowiedzianych słów. To miejsce nie obiecuje cudów. Daje coś znacznie cenniejszego – czas, spokój i ludzi, którzy potrafią wysłuchać bez oceniania.
Najpiękniejsze w tej historii jest to, że przypomina o czymś, o czym bardzo często zapominamy. Nie zawsze potrzebujemy gotowych rozwiązań. Czasem wystarczy czyjaś obecność, ciepła herbata, uścisk albo zwykłe pytanie: „Jak się dziś czujesz?” Tak niewiele... a jednocześnie tak bardzo dużo.
Bohaterki tej powieści są prawdziwe. Popełniają błędy, boją się, płaczą, czasem tracą nadzieję. Nie są idealne i właśnie dlatego tak łatwo je zrozumieć. W każdej z nich dostrzegłam coś znajomego. Ich historie poruszają, bo mogłyby wydarzyć się tuż obok nas.
Aleksandra Rak z ogromną wrażliwością pokazuje, że nawet najbardziej poranione serce potrafi powoli się zagoić, jeśli tylko trafi na odpowiednich ludzi. Ta książka niesie ukojenie. Nie udaje, że życie jest łatwe. Pokazuje natomiast, że po każdej burzy może wyjrzeć słońce.
Mimo trudnych tematów nie brakuje tu także humoru, który idealnie równoważy emocje. I oczywiście... gąsior! Nie wiem, jak autorka to robi, ale ten skrzydlaty bohater po raz kolejny skradł całe show. Za każdym razem, gdy pojawiał się na kartach książki, uśmiechałam się od ucha do ucha.
Czytając tę historię, kilka razy musiałam odłożyć książkę tylko po to, żeby na chwilę zatrzymać się nad własnym życiem. Dawno żadna powieść nie przypomniała mi z taką siłą, jak ważne jest okazywanie sobie nawzajem życzliwości. Nigdy nie wiemy, z jaką walką mierzy się osoba stojąca obok.
„Tam, gdzie kwitną stokrotki” to nie jest tylko opowieść o kobietach. To historia o nadziei. O drugich szansach. O sile przyjaźni i o tym, że nawet jeśli życie nas przydepcze, możemy znów zakwitnąć – zupełnie jak stokrotki.
To jedna z tych książek, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną. One zostają w sercu jeszcze długo po przeczytaniu.
Polecam ją każdemu, kto potrzebuje odrobiny ciepła, wiary w ludzi i przypomnienia, że nawet po najtrudniejszych chwilach można odnaleźć swoje miejsce.