✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Nie wiem, jak to robi wydawnictwo, ale z każdą nowością okazuje się, że mam mętlik w głowie. Momentami muszę uspokoić emocje i wyobrażam sobie „że jeśli to jest mocne, to co będzie przy następnych premierach”? Tak jest za każdym razem i musicie mi uwierzyć, bo do dnia dzisiejszego nie trafiłam jeszcze na książkę, która nie wywarłaby na mnie tych wszystkich emocji, jakie mam obecnie. Przepraszam, ale poniżej musiałam napisać lekki spoiler, więc jeśli nie chcesz wiedzieć, co i jak, to zapraszam, jak już przeczytasz tę część, bo nie ukrywam, że jeśli nie będzie kontynuacji, to nie wiem, co zrobię.
Tym razem przestawiam wam książkę pt. „Poławiacze sunu” Michała Organiściaka. To jedna z tych historii, które od pierwszych stron pachną solą morską, mokrym drewnem okrętowych pokładów i nadciągającą burzą. Nie jest to jednak opowieść o wielkich bohaterach ratujących świat. To historia ludzi popełniających błędy płacących za własne decyzje i próbujących odnaleźć siebie w rzeczywistości, która nie daje drugich szans. Autor zabiera czytelnika do świata tysiąca wysp, dwóch księżyców i tajemniczej substancji zwanej sunu. To właśnie ona napędza ten świat, daje niezwykłe możliwości, ale jednocześnie staje się przekleństwem każdego, kto po nią sięgnie. Sunu jest źródłem magii, lecz również uzależnieniem, które stopniowo odbiera człowiekowi wolność.
W centrum wydarzeń znajdują się dwaj bracia. Marten i Cobar. Choć łączy ich krew, życie poprowadziło ich zupełnie różnymi drogami. Marten był oficerem marynarki Koralowego Lorda i miał przed sobą przyszłość pełną zaszczytów. Wszystko zmienia jednak wojna, a dokładniej wydarzenia na polu bitwy, które zmuszają go do sięgnięcia po sunu. Od tego momentu jego życie zamienia się w nieustanną walkę nie tylko z przeciwnikami, ale również z samym sobą. To bohater poraniony przez los próbujący zachować resztki godności i człowieczeństwa mimo uzależnienia, które każdego dnia odbiera mu kolejne fragmenty dawnego życia.
Z kolei Cobar jest młodszym bratem, człowiekiem ambitnym marzącym o wielkości i sukcesie. Często jednak bardziej skupia się na własnych celach niż na konsekwencjach swoich działań. W jego przypadku autor pokazuje, jak łatwo można zagubić się w pogoni za marzeniami i jak cienka bywa granica między odwagą a lekkomyślnością. Los sprawia, że drogi obu braci ponownie się przecinają, a dawne konflikty, żale i niedopowiedzenia wracają ze zdwojoną siłą.
Uwielbiam, kiedy największą siłą książki są bohaterowie. Tacy, którzy nie są idealni, którzy popełniają błędy, czasem podejmują decyzje, które trudno zaakceptować, ale dzięki temu wydają się prawdziwi. Przez to nam łatwo zrozumieć ich motywację, nawet wtedy, gdy prowadzą ich w złym kierunku. Dla mnie sprawia to, że nie obserwuję wydarzeń z dystansu. Wręcz przeciwnie. Zaczynam przeżywać je razem z nimi.
Na uwagę zasługuje również sam świat przedstawiony, który robi ogromne wrażenie. Michał Organiściak stworzył rzeczywistość, w której morze jest niemal osobnym bohaterem. Okręty, porty, korsarze, bitwy morskie, polityczne rozgrywki między wpływowymi ludźmi i nieustanne poczucie zagrożenia budują klimat, od którego trudno się oderwać. Autor nie ogranicza się do prostego przedstawienia przygody. Pokazuje świat brutalny, niebezpieczny i pełen ludzi gotowych zrobić wszystko dla władzy, pieniędzy lub przetrwania. Bardzo ciekawie wypada również motyw magii. W wielu powieściach fantasy magia jest czymś niezwykłym i pożądanym. Tutaj staje się ciężarem. Korzystanie z niej ma swoją cenę. Sunu daje moc, ale równocześnie uzależnia i niszczy. Dzięki temu autor zadaje interesujące pytania o granice poświęcenia, o cenę sukcesu oraz o, to jak daleko człowiek jest gotów się posunąć, by osiągnąć swój cel.
Podczas lektury nie brakuje widowiskowych starć, pojedynków i morskich bitew, ale równie ważne są relację między bohaterami. Konflikt dwóch braci staje się osią całej opowieści. To właśnie on sprawia, że za kolejnymi wydarzeniami kryje się coś więcej niż zwykła przygoda. Mamy tutaj rodzinne napięcia, niespełnione oczekiwania, dawne urazy i próby naprawienia błędów, które wydawały się niemożliwe do naprawienia.
„Poławiacze sunu” to także opowieść o upadku. O tym, że czasem człowiek musi znaleźć się na samym dnie, aby zrozumieć, kim naprawdę jest. Mówi wam to coś? Nie ma tutaj łatwych rozwiązań ani prostych odpowiedzi dla mnie jak w realnym życiu. Każdy wybór niesie konsekwencje, a każda decyzja zostawia ślad. Dzięki temu historia długo pozostaje w pamięci, nawet po zamknięciu książki. Według mnie to megaudany debiut, który pokazuje, że Polska fantastyka wciąż potrafi zaskakiwać świeżymi pomysłami. Połączenie morskiej przygody, dark fantasy, politycznych intryg i rodzinnego dramatu tworzy mieszankę, obok której trudno przejść obojętnie. W tej historii znajdziemy zarówno emocje, akcję i niebezpieczeństwo, jak i bohaterów, których los naprawdę zaczyna obchodzić czytelnika. Pozostaje poczucie uczestniczenia w wielkiej podróży. Przez wzburzone morza, zdrady, bitwy i osobiste tragedie. A także świadomość, że największe sztormy często rozgrywają się nie na oceanie, lecz we wnętrzu człowieka.