✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Lubicie kryminały, thrillery i takie psychologiczne zamieszanie, że podejrzewacie wszystkich, łącznie z facetem dostarczającym pizzę? 😂 Ale na widok napisu „tom pierwszy z dwunastu” macie ochotę powiedzieć: „Kochani, ja chcę rozwiązać zagadkę, a nie podpisywać z bohaterem umowę na kilka lat!”? To śmiało zajrzyjcie do Wydawnictwa Filia i poszukajcie historii zamkniętych w jednym tomie. Ostatnio miałam przyjemność czytać ich książki i muszę przyznać, że trupów, sekretów oraz ludzi, którym nie powierzyłabym nawet podlewania kaktusa, zdecydowanie nie brakuje. Dziś biorę jedną z tych historii na przesłuchanie. To znaczy… recenzuję. 😏🖤 Dzisiejsza recenzja dotyczy książki „Mgielnica” autorstwa Agaty Zamarskiej. Dla miłośników elektronicznych wersji, „Mgielnica” jest również dostępna w formie audiobooka np. w Audiotece, więc podejrzanych możecie typować podczas gotowania, sprzątania czy spaceru. 🎧 Tylko pilnujcie obiadu, bo śledztwo śledztwem, ale przypalony garnek to już sprawa, w której sprawca jest znany. 😂🖤.
Do tej szkoły przydałoby się wysłać kontrolę. Najlepiej od razu z prokuratorem, bo kuratorium mogłoby nie ogarnąć. 😂🖤 To historia, przy której hasło „starzy, dobrzy znajomi” brzmi wyjątkowo podejrzanie. Starzy? Owszem. Znajomi? Podobno. Z tym „dobrzy” radziłabym się jednak nie rozpędzać. W nadmorskiej miejscowości zostają odnalezione ludzkie szczątki. Okazuje się, że należą do Aurelii, uczennicy elitarnego liceum, która zaginęła piętnaście lat wcześniej. Dziewczyna nigdy nie opuściła Mgielnicy, choć przez lata można było sądzić inaczej. Dla Natalii Lechowicz, jej dawnej przyjaciółki, to początek powrotu do szkolnych wspomnień. Tylko że zamiast nostalgicznego „pamiętasz jak było fajnie?” mamy raczej „chwileczkę, coś mi się w tej twojej wersji nie zgadza”. Zdecydowanie nie jest to spotkanie absolwentów, na które człowiek idzie wyłącznie po sałatkę i ploteczki. 😏 Mniej więcej takie opisy dostępne są w internecie, ale to, co zastaniecie w środku to kochanii…. Nawet ja nie wiedziałam, co i jak. 😂🖤 W centrum historii znajdują się Natalia oraz bliźniaczki, Aurelia i Kornelia. Prywatne liceum z internatem, młodość, wspólne życie i relacje, które z bliska wyglądają znacznie mniej przyjemnie niż na pamiątkowym zdjęciu, bo na zdjęciu wszyscy mogą się uśmiechać. Aparat niestety nie ma funkcji ostrzegającej: „Uwaga, osoba po lewej ma niejasne intencje”, a szkoda, bo niektórym zaoszczędziłoby to naprawdę sporo kłopotów.
Tutaj historia przeplata się z wydarzeniami sprzed lat oraz teraźniejszością, więc możemy przyglądać się bohaterom z dwóch perspektyw. Widzimy młodzieńcze wybory, i to, co z nich zostało w dorosłym życiu. Przeszłość najwyraźniej nie uznaje tłumaczenia: „Ale ja już mam inne problemy, kredyt i wizytę u dentysty!”. Gdy pojawiają się szczątki Aurelii, dawne sprawy nagle stają się bardzo aktualne, a wraz z nimi pytanie, kto właściwie mówi prawdę i dlaczego pozostali tak niechętnie dokładają coś od siebie. Nie zapomnijmy o jednym jakże ważnym, czyli o cały ten klimat! Nad morzem człowiek zwykle wypatruje smażalni, a tutaj wypatruje podejrzanych. Mgła, stary szkolny budynek, sekrety i znajomi, którym niekoniecznie chciałoby się powierzyć, choćby hasło do Wi-Fi. Sama mieszkam rzut beretem od morza, więc wyobrażam sobie ten klimat, ba ja nawet czuje zapach mgły, torfu, smażonego, jak i słonego, wilgotnego klimatu. Uwierzcie mi, tutaj wszystko sprzyja temu, żeby uruchomić własne śledztwo. Oczywiście z pełną powagą zawodowca, którego doświadczenie obejmuje przeczytane thrillery i kilka sezonów serialu kryminalnego. Kwalifikacje są? Są. Można oskarżać. Najlepiej jednak najpierw w myślach. 😂 Najciekawsze jest to, że za zagadką śmierci Aurelii stoją ludzkie relacje. Przyjaźń, potrzeba akceptacji, przemilczenia i niewygodne wspomnienia. Kiedy znamy kogoś długo, łatwo uwierzyć, że znamy go dobrze. Tymczasem wspólne odpisywanie pracy domowej nie daje jeszcze.
Dożywotniej gwarancji uczciwości. W „Mgielnicy” właśnie to zachęca do przyglądania się bohaterom: ile w ich znajomości było prawdziwej bliskości, a ile czegoś, czego woleli nie nazywać?
Jeśli mogę napisać, zachęcić, dlaczego warto przeczytać tę książkę, to dla przyjemności podejrzewania, sprawdzania własnych teorii i zaglądania pod powierzchnię pozornie znajomych relacji. Dla atmosfery, która świetnie pasuje do tajemnicy sprzed lat, ale również po to, żeby zadać sobie kilka pytań, kiedy już odłożymy lupę domowej roboty. Czy umiem zauważyć, że ktoś mną manipuluje? Czy potrafię powiedzieć bliskiej osobie, że przekroczyła granicę? Czy przypadkiem nie usprawiedliwiam jej tylko dlatego, że znamy się od dawna? Mnie jako czytelniczkę szczególnie interesuje ta cienka granica między „mam do ciebie zaufanie”, a „wolę nie widzieć, co robisz”. Dało mi też do myślenia, ile osób wokół mnie poszłoby za mną, żeby mi pomóc, a ile ja dałabym z siebie dla ratowania przyjaciela, kogoś z rodziny? O ile w książce łatwo zawołać do bohaterki „Dziewczyno, otwórz oczy!”, tak w życiu bywa trudniej, bo dochodzą emocje, wspólne wspomnienia i całe to nieszczęsne „przecież kiedyś było dobrze”. Dla mnie to przypomnienie, że przyjaźń nie zobowiązuje do wyłączania rozsądku, nawet jeśli ktoś zna nas od czasów, kiedy uważałyśmy własną grzywkę za szczyt możliwości fryzjerstwa.
Nie będę zapewniać, że każdy da się zaskoczyć, bo niektórzy czytelnicy najchętniej przesłuchaliby już autora opisu na okładce. 😉 „Mgielnica” ma jednak czym zainteresować również tych, którzy lubią przede wszystkim obserwować bohaterów i odkrywać, jak dawne wydarzenia wpłynęły na ich życie. Teraz, gdy ktoś zaproponuje wam później spotkanie klasowe, nie panikujcie. Najpierw zapytajcie o menu. Nie można przecież podejrzewać wszystkich na pusty żołądek. 😂🖤📚.