✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Dzisiejsza recenzja dotyczy książki „Złodziej czasu” Michała Kuźmińskiego, która od pierwszych stron wrzuciła mnie w sam środek przygody i sprawiają, że sama zaczęłam rozglądać się za tajemnicami ukrytymi wokół siebie. Właśnie takie wrażenie zrobiła na mnie ta książka.
Na początku nie będę ukrywała, że wszystko wyglądało całkiem zwyczajnie. Wakacje, wyjazd do rodziny, stary dom na Dolnym Śląsku. Brzmiało mi to raczej tak spokojnie, prawda? No właśnie, tylko do momentu, kiedy okazuje się, że ktoś włamał się do domu. I tutaj zaczęło się najlepsze. Bo złodziej nie zabrał niczego. Kompletnie nic. To od razu rodzi pytanie: po co tam był? Jaki złodziej włamuje się i nie zabiera nic? Sama bym wzięła, ile wlezie :p.
Razem z Dorotą i Danielem zaczęłam szukać odpowiedzi. Nasze rodzeństwo wpada na kolejne tropy, odkrywa sekrety związane z domem i poznaje historię, która przez lata pozostawała ukryta. Im dalej w las, tym więcej zagadek. Pierwsze skojarzenie, jakie miałam, to stary strych u dziadków, a tam pełno kurzu i starych rzeczy, które skrywają w sobie wiele skrytek, tajemnic, niespodzianek do odkrycia, a. Szczerze, każde takie odkrycie prowadziły do następnego, a ja ciągle próbowałam odgadnąć, co wydarzy się za kilka stron.
Dorota i Daniel szybko udowadniają, że mają nosa do pakowania się w kłopoty. Tam gdzie inni machnęliby ręką, oni zaczynają drążyć temat. Jeden ślad prowadzi do następnego, a każda odpowiedź rodzi kolejne pytania. Dzięki temu przez całą książkę coś się dzieje i trudno przewidzieć, dokąd zaprowadzi ich następne odkrycie,, i to uwielbiam w takich książkach. Bez względu na to, ile masz lat, oczami wyobraźni wracasz do tego czasu, kiedy odkrywanie nowych terenów, krzaków, lasów, ulic, podwórek, strychów było czymś na skalę najważniejszym w życiu. Przyznajcie się, kto z was nie chciałby np. podczas wakacji odkryć . Przygody, czy odnajdywaniu starych śladów przeszłości albo rozwiązać zagadki, których nie udało się rozwikłać przez wiele lat?
Ogromną rolę odgrywa też miejsce akcji. Dolny Śląsk aż kipi od historii, starych budynków, legend i sekretów. Podczas czytania miałam wrażenie, że ten region staje się jednym z bohaterów książki. Nagle zwykły dom przestaje być zwykłym domem, a każda zamknięta szuflada czy stara fotografia mogą skrywać coś ważnego. Podobało mi się również to, że między przygodą i zagadkami pojawiają się prawdziwe historie związane z przeszłością. Nie są podane jak szkolna lekcja historii. Wszystko odkrywamy razem z bohaterami, kawałek po kawałku. Dzięki temu można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, nawet nie zauważając, kiedy nauka zamienia się w część przygody.
Przez całą książkę towarzyszyło mi poczucie, że za chwilę wydarzy się coś nowego. Kolejna wskazówka, kolejny sekret, kolejny element układanki. I właśnie dlatego tak trudno odłożyć tę historię na później. Kiedy już zaczyna się śledztwo, naprawdę chce się poznać odpowiedzi na wszystkie pytania. „Złodziej czasu” to opowieść o tajemnicach, rodzinnych sekretach, wakacyjnej przygodzie i odkrywaniu rzeczy, które przez lata pozostawały ukryte. Po przeczytaniu zaczęłam patrzeć trochę inaczej na stare budynki i miejsca, które mijamy każdego dnia. Bo może za jednymi drzwiami naprawdę czeka historia, o której nikt jeszcze nie opowiedział. A wtedy wystarczy odrobina odwagi i ciekawości, żeby stać się odkrywcą.