✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
„Niektóre decyzje podejmujemy sercem, a konsekwencje ponosimy całym życiem.”
„Najtrudniej pogodzić się nie z tym, co się wydarzyło, ale z tym, czego już nigdy nie będzie.”
„Gdyby można było cofnąć czas, czy naprawdę zrobiłabym coś inaczej?”
„Nie każda historia miłosna zaczyna się od pierwszego spojrzenia. Niektóre zaczynają się od końca.”
„Miłość nie zawsze przychodzi wtedy, gdy jesteśmy na nią gotowi.”
Życia Hannah Rooney z całą pewnością nie można byłoby określić mianem normalnego.
Jej rodzina prowadzi całe mnóstwo nielegalnych interesów, a ci, którzy jej się narażą marnie kończą.
Celem młodej kobiety jest pomoc młodszej siostrze Kaylie wyrwać się z toksycznego środowiska w którym sama dorastała- problem w tym ,że jej podopieczna jest osobą dość niepokorną i przyjdzie jej zapłacić za to wysoką cenę.
Pewnej nocy adeptkę szkoły pielęgniarskiej w Rockway Watch wzywa Jackson - starszy mężczyzna, samornik by nie rzec pustelnik.
Okazuje się bowiem ,że na nieodległej wyspie doszło do pożaru - w jego wyniku zginęły trzy osoby, a jedna- młody chłopak o nazwisku Tobias Hawthorne przeżyła, lecz to panna Rooney musi go uratować.
Zbyt wiele jednak się wydarzyło by znajomość z nim rozwinęła się w sposób naturalny, a i on choć początkowo nie potrafi sobie przypomnieć nic ze swej przeszłości ukrywa wiele sekretów.
Naprawdę rzadko to piszę , lub mówię, ale gdybym miała się w kimś zakochać byłby to taki typ bohatera - inteligentny o pięknym umyśle, uwielbiajcy słowa i zagadki , ale też czuły i pełen miłości.
To jego perspektywa mnie oczarowała i pozwoliła wniknąć w serce tej historii.
Fabuła ani przez chwilę nie nużyła i od pierwszej strony angażowała emocjonalnie.
I to właśnie sprawia, że ta historia boli najbardziej.
Bo „Love story, tak i wspak” to nie jest klasyczny romans, w którym śledzimy narodziny uczucia, pierwsze spojrzenia i nieśmiałe dotknięcia dłoni. To opowieść o miłości, którą poznajemy od końca. Od straty. Od pustki. Od pytania: co się stało?
Autorka prowadzi narrację w dwóch kierunkach – przeszłość splata się z teraźniejszością, a każdy kolejny rozdział odsłania fragment prawdy. Dzięki temu czytelnik wie, że coś się wydarzyło. Że coś się rozpadło. Ale nie wie dlaczego. I właśnie ta konstrukcja sprawia, że napięcie nie słabnie ani na moment.
Relacja Hannah i Tobiasa nie jest oczywista. Ona – wychowana w brutalnym świecie, nauczona, że uczucia są słabością. On – zagubiony, z wymazaną pamięcią, a jednocześnie niezwykle wrażliwy, bystry, pełen ciepła. Ich rozmowy – o słowach, o znaczeniach, o tym, jak język potrafi budować i niszczyć – są jednym z najmocniejszych punktów tej powieści. To nie jest romans oparty wyłącznie na fizycznym przyciąganiu. To więź intelektualna, emocjonalna, niemal intymna w swojej delikatności.
Im bardziej poznajemy przeszłość, tym boleśniejsze staje się „teraz”. I nagle rozumiemy, że to nie jest historia o tym, jak dwoje ludzi się w sobie zakochało. To historia o tym, jak łatwo można wszystko stracić. Jak jedna decyzja, jeden moment, jedno przemilczenie potrafi zmienić całe życie.
Najbardziej poruszył mnie motyw konsekwencji. Tego, że niektórych wyborów nie da się cofnąć. Że miłość czasem przychodzi w złym momencie. Albo że my jesteśmy w złym momencie dla niej.
To książka pełna melancholii, niedopowiedzeń i emocji, które długo zostają pod skórą. Nie epatuje dramatem – raczej powoli go buduje, aż w końcu uderza z całą siłą.