✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
⚡⚡⚡ No i proszę! Człowiek chciał sobie tylko przeczytać książkę dla młodszych czytelników, a tu nagle dostaje emocjonalnego pioruna prosto w serce! ⚡❤️ Będę szczera-było warto. 😂 Czy będzie krótko i bez spoilerów? Oczywiście, że nie. 😂
„Królowa Piorunów” Mai Lunde i Lisy Aisato to czwarty tom „Kwartetu sezonowego” i jednocześnie książka, po której mam ochotę zapytać: KTO DAŁ AUTORKOM PRAWO TAK DOBRZE GRZEBAĆ W LUDZKICH EMOCJACH?! 😳😂 Posłuchajcie… Miała być jesień, klimat, tajemniczy dąb, natura, trochę magii i historia dla młodszych czytelników, a dostałam opowieść o złości, samotności, strachu, potrzebie bezpieczeństwa, rodzinie, odpowiedzialności i tym, jak wiele rzeczy dziecko potrafi nosić w sobie, zanim ktoś wreszcie zapyta: „Hej, a co się właściwie z tobą dzieje?” W centrum tej historii znajduje się Isabella-dziewczynka, która ma w sobie tyle gniewu, że aż pojawia się na jej głowie… korona z piorunów. ⚡👑 Powiem Wam jedno: TO JEST GENIALNY SYMBOL, bo przecież każdy z nas zna taki moment, kiedy emocje robią sobie w środku burzę z piorunami, grzmotami i pełnym wyposażeniem. 😂⚡ Tylko że u Isabelli ta burza jest czymś znacznie większym. Pod złością kryje się strach, pod krzykiem-bezradność, pod buntem-ogromna potrzeba bliskości, a pod pozorną siłą-dziecko, które zwyczajnie potrzebuje, żeby ktoś je zauważył.
Tutaj „Królowa Piorunów” robi coś, co bardzo cenię w literaturze dla dzieci. Nie mówi młodemu czytelnikowi: „Nie złość się”. Mówi coś o wiele ważniejszego: 👉 możesz się złościć. 👉 Możesz się bać. 👉 Możesz być smutny. 👉 Możesz nie wiedzieć, co zrobić. 👉 Możesz potrzebować pomocy. Twoje emocje nie czynią Cię złym człowiekiem. I BARDZO DOBRZE. Bo dzieci nie są małymi robotami zaprogramowanymi na grzeczne „dzień dobry”, odrabianie lekcji i uśmiechanie się wtedy, kiedy dorosłym pasuje. 😅 One też mają swoje burze. Czasami ogromne. Czasami takie, których same nie potrafią nazwać. O tym jest ta książka. O dziecku, które próbuje odnaleźć się w świecie dorosłych, o relacji z mamą, o odpowiedzialności, która czasami spada na niewłaściwe ramiona, o tym, że dziecko nie powinno być ratownikiem własnego rodzica. DZIECKO MA PRAWO BYĆ DZIECKIEM, ma prawo potrzebować dorosłego, a nie być dorosłym dla kogoś, ma prawo powiedzieć „boję się”, ma prawo powiedzieć „nie rozumiem”, ma prawo powiedzieć „pomóż mi”.
Tutaj kieruje się do was, dorośli. Powinniście to przeczytać. 👀 „Królowa Piorunów” bardzo mocno przypomina, że czasami patrzymy na zachowanie dziecka i widzimy tylko zachowanie. „Ale ona jest niegrzeczna”. „Ale on znowu się złości”. „Ale przecież nic się nie stało”, a może jednak się stało? Może za tym krzykiem jest strach? Może za buntem jest samotność? Może za złością jest coś, czego dziecko nie potrafi jeszcze wypowiedzieć? Nagle książka dla młodszych czytelników zaczyna być książką również dla nas. DOROSŁYCH. Oj, bardzo dla nas. ❤️ Do tego dochodzi cała warstwa związana z naturą. 🌳🍂 Wielki dąb, jesień, zmieniający się świat, tajemniczość i magia nie są tutaj tylko dekoracją. Natura staje się częścią opowieści, a jesień pasuje do tej historii idealnie, bo jesień jest przecież trochę o końcach, o puszczaniu, zmianach, o tym, że nie wszystko możemy zatrzymać, ale też o tym, że po końcu przychodzi coś następnego.
Bardzo mocno potrzebowałam w tej historii nadziei. Nie takiej cukierkowej, nie „wszystko będzie super, wystarczy się uśmiechnąć”. 🙄 Tylko takiej prawdziwej. Czasami życie jest trudne. Czasami ludzie popełniają błędy. Czasami ranimy innych, nawet jeśli nie chcemy. Czasami sami zostajemy zranieni, ale nadal możemy próbować coś naprawić. Możemy poprosić o pomoc. Możemy powiedzieć prawdę. Możemy przestać uciekać. Możemy zacząć od nowa. Jeszcze jedna rzecz, która bardzo mocno została ze mną po tej lekturze: nie każdą burzę trzeba przechodzić samotnie. ⚡❤️ Czasami największą odwagą nie jest zacisnąć zęby i udawać, że wszystko jest okej. Czasami największą odwagą jest powiedzieć: „Nie daję rady” i pozwolić komuś zostać obok.
A teraz jeszcze Lisa Aisato. 😍 No błagam. Czy można zrobić książkę, która jest jednocześnie historią, emocjonalnym rollercoasterem i albumem, który człowiek chce co chwilę oglądać?! MOŻNA. Ilustracje są tutaj absolutnie wyjątkowe (zresztą jak każda poprzednia książka). ❤️ Nie są tylko dodatkiem. One opowiadają razem z tekstem. Czasami mówią więcej niż całe strony słów. Są piękne, ale potrafią też być niepokojące, mroczne i bardzo emocjonalne. Dokładnie takie, jak ta historia. Właśnie dlatego „Królowa Piorunów” jest dla mnie książką NA LATA. Bo dziesięciolatek przeczyta ją i zobaczy historię Isabelli. Nastolatek może zobaczyć własne emocje. Rodzic zobaczy relację dziecka z dorosłym, a dorosły może nagle przypomnieć sobie, że sam kiedyś był dzieckiem, które nie zawsze wiedziało jak powiedzieć, co boli. Właśnie dlatego takie książki są potrzebne. Nie tylko dzieciom. NAM WSZYSTKIM, bo pod płaszczykiem jesiennej opowieści o magii, naturze i dziewczynce z piorunami dostajemy historię o czymś bardzo prawdziwym, o potrzebie bycia zauważonym, potrzebie przynależności, rodzinie, która nie zawsze jest idealna, miłości, która czasami jest skomplikowana, przebaczeniu, odpowiedzialności, granicach i o tym, że nie jesteśmy naszymi najgorszymi emocjami.
Czy „Królowa Piorunów” jest książką dla dzieci? Tak. Czy powinni przeczytać ją dorośli? KONIECZNIE ❤️. Czy będę mówić, że to książka na lata? BĘDĘ. Czy po przeczytaniu patrzę trochę inaczej na tę nieszczęsną koronę z piorunów? Zdecydowanie. ⚡👑 Czasami człowiek sam nie wie, co ma na głowie, a czasami wystarczy, żeby obok znalazł się ktoś, kto zamiast powiedzieć: „Przestań się złościć!”, powie: „Widzę, że coś Cię bardzo boli. Jestem tutaj.” ❤️ Nie musimy być cały czas silni, nie musimy wszystkiego rozumieć, nie musimy wszystkiego naprawiać, ale warto nauczyć się zauważać burze-własne i te, które szaleją nad głowami innych. ⚡❤️🍂 A „Królowa Piorunów”? Dla mnie to piękne, mądre i bardzo potrzebne zamknięcie „Kwartetu sezonowego”. Książka, którą można przeczytać jako piękną historię, jako baśń, jako opowieść o emocjach, jako historię o rodzinie, a można też po prostu usiąść po przeczytaniu, popatrzeć na okładkę i pomyśleć: „Kurczę… to było dużo bardziej o mnie, niż się spodziewałam”. 📚❤️ Moje dzieciństwo to bajki Hansa Christiana Andersena, bajki Brzechwy, Marii Konopnickiej, Aleksandra Fredry i jego chyba najsłynniejsza bajka o dwóch braciach „Paweł i Gaweł”, ale dziś to właśnie taka książka według mnie są odpowiednikiem w/w autorów. Dzięki twardej oprawie posłuży pokoleniom. Jeśli macie w rodzinie lub planujecie posiadać dzieciątka, to prezent w postaci tej serii będzie strzałem w dziesiątkę, bo rośnie wraz z właścicielem książki. Polecam całym sercem.