✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
No hejka wszystkim molom książkowym i tym, którzy po książki sięgają tylko wtedy, kiedy nuda puka do drzwi. :p Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją, na którą czekałam z zapartym tchem od momentu, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam zapowiedź na stronie wydawnictwa Dwukropek. Mowa o książce „Klub Sherlocków”, której autorem jest James Ponti. Jeśli chcecie poznać szczegóły, to zapraszam na dłuższą kawusię i pogaduchy :D. Wyobraźcie sobie taką sytuację: zaczynają się upragnione wakacje w mega słonecznym, ale też potwornie dusznym Miami na Florydzie. Rodzeństwo Alex i Zoe staje przed odwiecznym problemem każdego nastolatka pod słońcem: skąd wziąć kasę na własne wydatki? Koszenie trawników w tym morderczym upale? No way, pot spływający po plecach to nie jest ich definicja udanego lata. Opieka nad dzieciakami z sąsiedztwa? Totalna nuda i użeranie się z rozwydrzonymi maluchami. I wtedy w ich głowach rodzi się genialny, wręcz filmowy plan. Skoro ich nazwisko rodowe to Sherlock, to los dosłownie zmusza ich do wykorzystania tego potencjału. Postanawiają założyć… własną wakacyjną agencję detektywistyczną!
Na początku cała zabawa miała być tylko luźną zajawką na przetrwanie nudnych dni. Razem ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi postanawiają rozwikłać najsłynniejszą lokalną legendę i odnaleźć zaginiony, mityczny skarb samego Al Capone, który rzekomo został ukryty gdzieś w okolicy. Brzmi jak idealny plan na przygodę życia, prawda? Jednak, jak to w dobrych historiach bywa, sprawy błyskawicznie wymykają się spod kontroli. Niewinne śledztwo i szukanie starych skrzyń ze złotem prowadzi ich na dzikie, niebezpieczne i bagniste tereny Ever glades. Zamiast mafijnych skarbów dzieciaki trafiają na ślad potężnej korporacyjnej afery, nielegalnego składowania toksycznych odpadów i ludzi, którzy zrobią absolutnie wszystko, żeby ich sekrety nie ujrzały światła dziennego. Z letniej zabawy w detektywów robi się prawdziwa walka o przetrwanie i sprawiedliwość!
Ekipa marzeń, czyli bohaterowie, których pokochacie od zaraz. To, co absolutnie skradło moje serducho w tej książce i sprawiło, że nie mogłam się od niej oderwać, to postacie. Uwieźcie mi, autor miał genialny pomysł na stworzenie paczki przyjaciół każdy z nich jest zupełnie inny, ma bzika na punkcie czegoś innego, a razem działają jak dobrze naoliwiona maszyna. Poznajcie ekipę Klubu Sherlocków: Alex Sherlock to taki typowy, poukładany mózg operacyjny całej grupy. Jest mega bystry, spokojny i analityczny. W śledztwie uparcie posługuje się klasyczną swoją zasadą o której sami się przekonacie, dowiecie. Bez jego chłodnej głowy ta grupa pewnie szybko wpadłaby w poważne tarapaty. Zoe Sherlock, młodsza (ale zdecydowanie bardziej dynamiczna) siostra Alexa. Dziewczyna to wulkan energii! Nie boi się ryzyka, działa pod wpływem impulsu i wnosi do zespołu masę odwagi. Relację między nią a Alexem są tak realistyczne, że momentami czułam się, jakbym widziała swoje własne kłótnie z rodzeństwem. Ale wiecie, co jest najpiękniejsze? Jak przychodzi kryzys, wskoczyliby za sobą w ogień.
Lina, najlepsza przyjaciółka rodzeństwa i totalna, bezwstydna książkara. Jeśli trzeba przekopać stare archiwa miejskie, dowiedzieć się czegoś o historii Florydy albo przeanalizować skomplikowane dokumenty, Lina robi to w pięć minut z kubkiem herbaty w ręku. Uwielbiam ją, bo udowadnia, że czytanie książek i wiedza to najpotężniejsza supermoc!
Yadi, gadżeciarz, technologiczny freak i przyszły reżyser filmowy w jednym. Odpowiada za drony, ukryte kamery i całą techniczną stronę operacji. Dzięki niemu Klub Sherlocków wygląda jak profesjonalna agencja szpiegowska, a nie amatorski teatrzyk. No i oczywiście wszystko nagrywa, żeby w przyszłości stworzyć z tego oscarowy dokument. Dziadek (Grandpa) i to jest, słuchajcie, absolutny hit tej książki! Emerytowany dziennikarz śledczy, który staje się oficjalnym mentorem naszej paczki. Zapomnijcie o nudnym starszym panu, który tylko marudzi. Dziadek daje dzieciakom dostęp do swojego starego magazynu pełnego nierozwiązanych spraw sprzed lat, służy radą, kiedy sprawy stają się niebezpieczne i… pozwala im śmigać swoim kultowym, błękitnym Cadillacem z otwartym dachem! No powiedzcie sami, kto by nie chciał mieć takiego dziadka? „Klub Sherlocków to nie tylko opowieść o szukaniu skarbów. To przede wszystkim historia o tym, że każdy z nas ma jakiś unikalny talent, który połączony z talentami przyjaciół może zmienić świat i pokonać nawet najgroźniejszych dorosłych.” Moja ulubiona myśl z książki. Dlaczego ta książka to totalny banger? (Moje zachwyty). Jeśli jeszcze się wahacie, czy biec do księgarni lub klikać „dodaj do koszyka”, oto kilka powodów, dla których oszalejecie na punkcie tej pozycji, i ja te zachwyty w stu procentach podzielam.
Po pierwsze, niesamowity klimat! James Ponti opisuje Florydę w taki sposób, że podczas czytania dosłownie czuje się to palące słońce na skórze, zapach oceanu i tajemniczy, lekko mroczny klimat bagnistych lasów Ever glades. Czuć, że autor kocha to miejsce i potrafi zarazić tą miłością czytelnika. Po drugie, tempo akcji. Słuchajcie, tu nie ma ani jednego momentu nudy, czy niepotrzebnych zapychaczy stron. Akcja goni akcję, a rozdziały są tak sprytnie zakończone (tak zwane cliffhangery, no nienawidzę i uwielbiam jednocześnie!), że obiecujesz sobie „jeszcze tylko jeden rozdział”, a nagle orientujesz się, że w nocy kończysz książkę.
Po trzecie, zdrowe i piękne relacje. W wielu książkach dla młodzieży dorośli są przedstawiani jako totalne głąby, którzy nic nie rozumieją albo w ogóle ich nie ma. Tutaj postać dziadka wnosi niesamowicie dużo ciepła, wsparcia i humoru. To pokazuje, że współpraca między pokoleniami może być super ekscytująca.
Dla mnie genialna, lekka, pełna humoru i zwrotów akcji powieść detektywistyczna, która idealnie sprawdzi się na weekend, wakacje albo totalny reset dla waszych pociech np. po trudnym tygodniu w szkole, zajęciach dodatkowych, albo dla nas dorosłych lekka odskocznia. Według mnie totalne #musthave niezależnie od tego, czy macie 12, 15, czy 18 lat, ta przygoda porwie Was bez reszty. Przyznaje się że ja bawiłam się przy niej fenomenalnie i już teraz oficjalnie błagam wydawnictwo o szybkie wydanie drugiego tomu! Zamawiajcie, czytajcie i koniecznie dajcie znać w komentarzach na swoich profilach, jak Wam się podobała ta florydzka misja!