✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Dzisiejsza recenzja dotyczy debiutu „Frania” autorstwa Zyty Różańskiej, wydanego przez Wydawnictwo Filia. Wojna nie była i nie będzie łatwym tematem, o którym z łatwością można pisać, która spłynęła po nas jak po kaczce. Tutaj macie napchane wszystkiego, co potrzeba, żeby zakręciło się w głowie, ale tak pozytywnie. Mam ochotę powiedzieć/napisać „No dobra, kto mi teraz poskłada głowę”? Skończyłam czytać na przemian ze słuchaniem audiobooka, a emocje najwyraźniej nie dostały informacji, że mogą już sobie pójść. 📚❤️ Autorka napisała książkę, którą mam ochotę wciskać znajomym do rąk, a potem zagadywać: „I jak? Czytasz? Na którym jesteś etapie? Dobra, nic nie mówię, ale CZYTAJ!”. Tak, bywam tą nieznośną książkarą. Przyznajcie się, kto z was choć raz miał ochotę spojlerować, żeby sprawdzić, czy innych też tak zachwyca? 😂 Jestem ogromnie wdzięczna, że „Frania” od Wydawnictwa Filia trafiła w moje ręce do recenzji. Naprawdę. Bo mogłabym przejść obok niej, dołożyć coś innego do stosu i nawet nie wiedzieć, jaka historia właśnie mnie ominęła. A tego byłoby mi zwyczajnie szkoda.
Lubelszczyzna, 1943 rok. Frania Leszczyńska stara się przetrwać wojnę. Już samo to wystarczyłoby, żeby człowiek miał dość, ale na jej drodze pojawia się jeszcze Andrzej Strauss. Folksdojcz współpracujący z okupantem. Nazwisko, które wywołuje strach, niechęć i bardzo konkretne skojarzenia. Pierwsza myśl? Dziewczyno, trzymaj się od niego daleko! Tylko że z każdą kolejną informacją coraz trudniej tak po prostu wskazać jej bezpieczny kierunek. Andrzej skrywa tajemnice, zaczyna kwestionować własne wybory i ryzykować, żeby ją chronić. A ja siedzę z tą książką i zastanawiam się, czy mu zaufać, czy zaraz będę żałować, że w ogóle przyszło mi to do głowy. Zdecydowanie za dużo myślę podczas czytania. 😂😂 Frania za tę znajomość płaci opinią. Ludzie widzą w niej zdrajczynię, a do tego dochodzą partyzanci i natarczywy żołnierz SS-Galizien. Miałam ochotę, choć na chwilę, wyciągnąć tę dziewczynę z książki i dać jej odetchnąć. Bo ile można znieść? Ile strachu, cudzych żądań i ocen jest w stanie udźwignąć jeden człowiek? Ona musi zadbać o swoje bezpieczeństwo, zachować godność i jakoś żyć z decyzjami, których podejmowania nikomu nie życzę.
Najbardziej podobało mi się między innymi to, co ta historia robi z moją pewnością siebie. Wiecie, tą czytelniczą mądrością, kiedy człowiek siedzi sobie wygodnie i doskonale wie jak bohater powinien postąpić. „Ja bym mu nie uwierzyła”. „Ja bym stamtąd uciekła”. No pewnie, Aniu. Ty czasami przez kwadrans nie umiesz wybrać kolejnej lektury, ale w cudzym życiu już wszystko pięknie poukładałaś. To jest świetny temat do czytelniczej dyskusji. Takiej, przy której kawa stygnie, ktoś mówi: „Ale posłuchaj…”, a pół godziny później nadal próbujecie dojść do porozumienia.
„Frania” przypomniała mi też, żeby czasem ugryźć się w język, zanim ocenię kogoś po kawałku zasłyszanej historii. Bo my bardzo lubimy wiedzieć lepiej. Wystarczy cudza opinia, jedno zdanie wyrwane z kontekstu, a już mamy gotowy osąd. A co było wcześniej? Czego ktoś się bał? Jakie miał możliwości? Z tym bywa gorzej, a z wydawaniem wyroków naprawdę warto poczekać. Nawet jeśli powieści wojenne nie są waszym pierwszym wyborem, dajcie jej szansę. Mnie ogromnie poruszyła i najchętniej już teraz znalazłabym kogoś, z kim mogłabym ją przegadać bez pilnowania spoilerów. ❤️ A stos nieprzeczytanych książek? Cóż, u mnie też stoi i patrzy z wyrzutem. Ale dla „Frani” warto trochę namieszać w kolejce. Potem możecie powiedzieć, że to przeze mnie. Biorę odpowiedzialność. 😉📚 Jest też coś, co na koniec muszę napisać, napisać o jednym tyni minusiku, który mi osobiście nie podobał się. Chodzi o lektorkę audiobooka. Uważam, że takie osoby jak Pani Agnieszka Postrzygacz czy Pani Joanna Domańska lepiej pasowałyby do tej historii. Oczywiście podkreślam, że to nie umniejsza wartości książki. Sami pewnie macie swoich ulubionych lektorów, których chcielibyście słyszeć w każdej książce, za którą się zabieracie.