✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Kolejna już pozycja wydawnictwa Vesper trafiła w moje dłonie i śmiem twierdzić, że za każdym razem jest to strzał w dziesiątkę. Dzisiejsza recenzja dotyczy książki, którą zna chyba większość fanów inteligentnego thrillera psychologiczno-religijnego, a mowa o Egzorcyście autorstwa Williama Petera Blattego. Nie wiem, jak wy, ale popełniam jeden z fundamentalnych błędów, bo kiedy słyszę tytuł „Egzorcysta”, przed oczami stają mi kadry z kultowego filmu z lat 70. Zielona paciaja obracająca się głowa małej dziewczynki, krzyki i efekty specjalne. Przyznajcie się, kto tak ma? Pomyślałam „Znam tę historię, popkultura przemieliła ją na tysiąc sposobów, nic mnie tam nie zaskoczy”. HAAA. Nic bardziej mylnego. Kiedy sięgnęłam po genialne, mroczne wydanie „Egzorcysty” od wydawnictwa Vesper, zrozumiałam, że film, choć wybitny, zaledwie prześlizgnął się po powierzchni tego, co William Peter Blatty zawarł na kartach swojej powieści.
To, co totalnie urzekło mnie w tej książce, to jej niesamowita głębia psychologiczna. To nie jest tani, krwawy horror, który ma cię przestraszyć nagłym hałasem. Autor z aptekarską precyzją buduje dramat rodzinny. Najbardziej przerażająca wcale nie jest manifestacja zła, ale powolne osuwanie się w szaleństwo i bezgraniczna, porażająca bezsilność matki, która patrzy, jak jej ukochane dziecko dosłownie znika na jej oczach. W pewnym momencie miałam przed oczami moją córkę, i to mnie przeraziło i mówię całkiem poważnie.
Jestem wielką fanką wszystkiego, co jest horrorem z religią w tle, np. „Dziecko Rosemary” - Ira Levin, „Omen” - David Seltzer albo „Nawiedzenie Domu na Wzgórzu” – Shirley Jackson. Jest tego więcej, ale to jedne z perełek, które nieraz miałam w dłoniach. Dlaczego warto przeczytać tę książkę? Z jednego głównego powodu! To absolutny majstersztyk walki rozumu z wiarą. Autor nie każe nam od razu wierzyć w demony. Przez ponad połowę powieści autor zmusza nas do przejścia przez chłodne, niemal kliniczne śledztwo. Obserwujemy lekarzy, neurochirurgów i psychiatrów, którzy badają małą Regan przy pomocy najnowocześniejszej aparatury. Książka stawia genialne niepokojące pytanie, gdzie kończy się nauka i medycyna, a zaczyna obszar, którego ludzki umysł nie jest w stanie pojąć? Ponadto samo wydanie Vespera z hipnotyzującą, klimatyczną okładką sprawia, że tę historię wręcz chłonie się wszystkimi zmysłami.
Co ta historia ma wspólnego z naszym aktualnym, współczesnym światem? Przerażająco wiele. „Egzorcysta” to niezwykle aktualna opowieść o kryzysie zaufania, samotności i upadku autorytetów. Spójrzmy na postać ojca Karrasa to jezuita, ale też wykształcony psychiatra, który zmaga się z gigantycznym wypaleniem, depresją i wątpliwościami egzystencjalnymi. Czy to nie jest idealne odbicie zagubienia współczesnego człowieka w XXI wieku? Ta książka uderza w nasz najgłębszy, dzisiejszy lęk, lęk przed utratą kontroli. Żyjemy w świecie zaawansowanej technologii, algorytmów i pozornego bezpieczeństwa. Autor brutalnie przypomina nam, że wystarczy jedna nieznana siła, czy to choroba, czy metafizyczne zło, by cała ta nasza poukładana rzeczywistość runęła w ułamku sekundy, niczym domek z kart.
Gdybym miała opisać jej klimat komuś, kto jej nie zna, powiedziałabym, że to genialne skrzyżowanie (jak wcześniej wspomniałam) dusznej, psychologicznej atmosfery „Dziecka Rosemary” Iry Levina z chłodnym, drobiazgowym i niemal śledczym realizmem znanym z serialu „Mindhunter”. Jeśli szukacie literatury, która nie tylko podniesie Wam ciśnienie, ale zostanie w Waszych głowach na długie tygodnie po przewróceniu ostatniej strony, sięgnijcie po „Egzorcystę”. Tylko lojalnie ostrzegam: nie czytajcie jej w nocy. Nie dlatego, że zza szafy wyskoczy potwór, ale dlatego, że ta książka zmusi Was do spojrzenia w najmroczniejsze zakamarki ludzkiej psychiki. A tam odpowiedzi bywają naprawdę przerażające.