✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Wspominałam wam że uwielbiam książki dla dzieci i młodzieży które nie maja w sobie tylko suchej narracji ale niosą coś więcej coś co np. moje dziecko mogłoby wynieść coś dla siebie, bohaterowie którzy maja wiele wspólnego z nami jak np. leki, stres, obawy itp.? Dzisiejsza recenzja dotyczy właśnie jednej z takich książek a mowa o „Franek i Finka. Cykl martwych makabresek” tom 1. Wiecie, co jest fajne w „Cyrku martwych makabresek”? Pod tą całą niezwykłą historią kryją się rzeczy, które każdy z nas może znać z własnego życia, doświadczenia. Franek i Finka czasami się kłócą, działają sobie na nerwy i nie zawsze wiedzą, co zrobić. Brzmi znajomo? 😉 Ale kiedy pojawia się prawdziwy problem, okazuje się, że mogą na siebie liczyć. I właśnie tego można się od nich nauczyć. Wiecie że w rodzinie (nie tylko) nie trzeba zawsze się ze sobą zgadzać ale można być dla kogoś ważnym i pomagać mu, kiedy tego potrzebuje. Nasi bohaterowie muszą też zmierzyć się z chorobą mamy. To dla nich trudne, bo przecież nie mogą po prostu machnąć różdżką i sprawić, żeby wszystko było dobrze bo kto z nas nie marzył o takiej mocy. Czary mary i problem znika. Tutaj książka pokazuje coś ważnego. Czasami w życiu zdarzają się rzeczy, których nie możemy naprawić. Możemy jednak być blisko, pomagać i powiedzieć komuś: „Jestem z tobą” tylko tyle i az tyle. Franek i Finka często muszą też robić rzeczy, których się boją. Dzięki temu można zobaczyć, że odwaga wcale nie oznacza, że człowiek się niczego nie boi. Możesz się bać i jednocześnie zrobić to, co trzeba. I to jest coś, co przydaje się nie tylko dzieciom. Dorosłym też. 😉 Czasami trzeba zrobić coś pierwszy raz i bardzo się tego bać. Dlatego przygody tej dwójki mogą trochę przypominać prawdziwe życie. Tylko zamiast smoków mamy nasze własne problemy, zamiast magicznych zaklęć rozmowę z bliską osobą, a zamiast wielkiej wyprawy czasami zwykły, trudny dzień.
Ok, ok trochę się rozpisałam więc wracając do naszego rodzeństwa to macie czasem tak, że zwykłe wakacje brzmią po prostu… nudno? No to wyobraźcie sobie, że zamiast siedzieć w domu, traficie do cyrku prowadzonego przez dziadka, który potrafi hmm… czarować! I nie, nie jest to zwykły cyrk z klaunami i akrobatami. Są tam smoki, magiczne stworzenia, wiedźmy, tajemnice i rzeczy, w które normalny człowiek raczej by nie uwierzył. Właśnie tak zaczyna się „Cyrk martwych makabresek” Anety Jadowskiej, pierwszy tom przygód Franka i Finki. Bliźniaki mają spędzić wakacje u swojego dziadka Baltazara, którego właściwie prawie nie pamiętają. Szybko okazuje się jednak, że ten wyjazd będzie czymś zupełnie innym, niż się spodziewali. Odkrywają świat magii, własne niezwykłe zdolności i poznają stworzenia, które wcześniej mogły istnieć dla nich tylko w książkach. A do tego czeka ich naprawdę poważne zadanie, bo ich mama jest ciężko chora i dzieci zaczynają rozumieć, że magia może być czymś więcej niż tylko świetną zabawą.
Właśnie dlatego ta książka może wciągnąć zarówno młode, jak i starsze pokolenie. Nie chodzi tutaj tylko o smoki, czary i przygodę. Franek i Finka są bohaterami, którzy mają swoje charaktery i chyba właśnie w tym można znaleźć coś znajomego. Bo kto nie pokłócił się kiedyś z rodzeństwem albo przyjacielem o kompletną głupotę, a pięć minut później nie zachowywał się tak, jakby nic się nie stało? Ta historia może też przypominać trochę połączenie wakacyjnej przygody, Harry’ego Pottera i szalonego cyrku, w którym absolutnie wszystko może się wydarzyć. Tyle że tutaj dostajemy polskich bohaterów, dużo humoru, rodzinne tajemnice i świat, który potrafi być jednocześnie zabawny, dziwny i trochę straszny. Dla mnie wskazana teraz kiedy trwają wakacje. Odrobina magii a każdy dzień będzie czymś co będziemy wspominać latami. Ciekawa jestem waszej opinii.