✖ Opinia niepotwierdzona zakupem
Tym razem na tapet wzięłam „Biały Dom”, czyli zbiór pięciu opowiadań. Bardzo lubię taką formę, bo można sobie powiedzieć: „Dzisiaj tylko jedno”. Tylko że u autora takie obietnice składane samej sobie są trochę bez sensu. 😅 Zaczynamy jedno opowiadanie i nagle pojawia się tajemnica potem jakieś dziwne odkrycie, a za chwilę człowiek ląduje w zupełnie innym miejscu i czasie, zaczyna się zastanawiać, co tu właściwie się dzieje, a następnie… no właśnie. Czytamy dalej. To nie było pierwsze spotkanie z twórczością autora. Pan Andrzej Pilipiuk miesza historię, fantastykę, tajemnice, medycynę, niezwykłe odkrycia i odrobinę absurdu. Mamy między innymi starożytny Fajum, Kołymę, szamańskie wizje, eksperymenty i historie, przy których kilka razy pomyślałam: „No dobra, tego to już kompletnie nie przewidziałam”. A przecież właśnie po to czytam książki. Żeby mnie czymś zaskoczyły. Wśród bohaterów spotkamy między innymi doktora Skórzewskiego. Powiem Wam jedno ja chyba nie chciałabym mieć takiej ciekawości świata jak on. 😂 No bo kiedy normalny człowiek widzi coś podejrzanego, to rozsądek podpowiada „Nie ruszaj, idź dalej, udawaj, że niczego nie widziałeś”. Skórzewski ma chyba w głowie zupełnie inny komunikat: „Ooo, ciekawe. Sprawdźmy!” i wiadomo, że zaraz będzie problem. 😂
Jest też Robert Storm, czyli człowiek, który również ma wyjątkowy talent do znajdowania rzeczy, które zdecydowanie powinny zostać spokojnie zakopane, zapomniane albo przynajmniej zostawione w spokoju. Zaginione przedmioty, stare tajemnice, przepowiednie i historie, które mają drugie dno. Czyli dokładnie to, co lubię. Jedna z wielu rzeczy, sytuacji które najbardziej podobały mi się to, że tutaj mamy tę nieprzewidywalność. Nie muszę wiedzieć, dokąd autor mnie prowadzi. Mogę po prostu iść za historią. Choćbym nie wiem, jak starała się przewidzieć, to i tak okazuje się, że ta historia potrafi zakręcić i to z mocą rollercoastera. 😁 Podoba mi się też sposób, w jaki autor wykorzystuje przeszłość. Nie dostajemy tutaj suchej lekcji historii, po której człowiek zaczyna ziewać. Wręcz przeciwnie. Stare wydarzenia, przedmioty i zapomniane historie nagle zaczynają mieć znaczenie. Okazuje się, że coś, co wydarzyło się dawno temu, może mieć bardzo ciekawe konsekwencje wiele lat później.
Pan Andrzej według mnie ma swój styl i ja go bardzo lubię. Potrafi stworzyć sytuację, która robi się naprawdę poważna, a chwilę później wrzucić coś, co sprawia, że człowiek siedzi z książką i uśmiecha się pod nosem, bo o gadaniu do siebie samej już nie wspomnę 😁 „Biały Dom” nie była dla mnie trudną lekturą choć momentami musiałam zatrzymać się i przetrawić sytuację, ale w niczym nie ujmuje to książce wręcz przeciwnie, ponieważ tak wsiąknęłam w tę historię, że nie jestem w stanie słuchać, czytać a myśleć o innych sprawach. Momentami było tajemniczo, momentami dziwnie, czasami niepokojąco, ale jest też lekko i z przymrużeniem oka. Tutaj można dostać trochę historii, trochę fantastyki, trochę zagadek, trochę medycyny, trochę rzeczy kompletnie nieoczywistych… i całkiem sporo powodów, żeby powiedzieć: „Dobra, jeszcze jedno opowiadanie”. Właśnie dlatego lubię takie zbiory. Nie trzeba od razu pakować się w kilkusetstronicową historię. Można usiąść na chwilę, przeczytać jedno opowiadanie i wrócić do swoich spraw.
📚☕ „Biały Dom” to dla mnie książka na wieczór, weekend i wszystkie te momenty, kiedy mam ochotę trochę pogrzebać w historii, trochę dać się zaskoczyć i przede wszystkim dobrze spędzić czas z książką. I tak, nadal twierdzę, że przeczytam tylko jedno opowiadanie. Tak samo jak wczoraj twierdziłam, że wypiję tylko jedną kawę. 😂